Grypa jednak nie znała procedur BCP. Zaczęła kosić załogę.
Każdy plik, który “naprawili” w ciągu ostatniego tygodnia – dodając do niego swoje poprawki, generując na nowo drzewo obiektów, wstawiając czyste strumienie – został przez nich “uzdrowiony”. Ale zanim do niego dotarli, oryginał (zainfekowany biologicznie przez kontakt z wydrukiem artykułu, który ktoś położył na skanerze w poczekalni klienta) trafiał na ich serwery. Oni go otwierali, dotykali go myszką, klawiaturą, wdychali kurz z monitorów… I chorowali. grypa szaleje w naprawie pdf
Jako pierwszy padł Jacek z “Recovery Streamów”. Dostał gorączki podczas debugowania pliku, który nie przechodził testu checksum. Zdołał jeszcze wysłać maila: “44 65 63 72 79 70 74 20 6d 65” (co po odkodowaniu z heksu znaczyło “Decrypt me”), po czym jego klawiatura zamilkła. Potem zachorowała Ewa – ta od naprawiania formularzy AcroForm. Miała 39 stopni, ale zanim zamknęła laptopa, zdążyła poprawić w pięciu dokumentach pola do podpisu. Na koniec dodała w ticketach notkę: “Pacjent zero? Sprawdzić załącznik: grypa_szaleje_w_naprawie_pdf_final_v2_FINAL_poprawiony.pdf” Grypa jednak nie znała procedur BCP
Firma “Naprawa PDF” została zamknięta na kwarantannę. Wszystkie naprawione pliki cofnięto do wersji sprzed tygodnia. A prezeska Krystyna, która jako jedyna nie zachorowała (bo nigdy nie dotykała plików, tylko wydawała polecenia), dostała odznakę “Za zasługi dla cyberhigieny” z dopiskiem: “Zadbaj o wentylację i nie otwieraj załączników od nieznanych nadawców, zwłaszcza gdy kichają.” tylko wydawała polecenia)